Zegarowe opowieści

Zegarowe opowieści

Zanim wszystko się wydarzyło, istniała ciemność. Z ciemności wyłoniła się myśl, z myśli słowo, ze słowa pierwszy zegar i pierwsza opowieść. O czym była? Czy usłyszeli ją stworzeni przez zegar ludzie? Czy ludzie umieli słuchać?

Autor obrazu: Marek Borsukiewicz

Pierwsza

Pierwsza zegarowa opowieść zniknęła nie wiadomo gdzie i kiedy. Niektórzy twierdzili, że nigdy jej nie było. Poza tym nie ma żadnego znaczenia. Inni, przeważnie szaleni, zatracili się w poszukiwaniach. Legenda głosiła, że wpadali do studni czasu i gubili się na ziemiach niczyich. Rozsądni, ci stanowili większość, po prostu żyli, nie zajmowali się wątpliwymi opowieściami. Dla nich przyczyna powstania świata nie należała do tematów wartych uwagi. Liczyło się tu i teraz, a przeszłość tylko ta poznana. Wszystkim towarzyszył dźwięk poruszających się zegarów. Dźwięk, który Mariannę wyprowadzał z równowagi.

Marianna

Wskazówki zegarów cięły ciszę na małe kawałki, które Marianna próbowała skleić, ale nic jej z tego nie wychodziło. Rzeczywistość się wymykała. Umysł nie chciał słuchać. Mariannie przypięto etykietkę chorej psychicznie. Gdy była mała, zatrzymała zegar w sypialni. Gdy dorosła korzystała ze stoperów, chociaż i one nie zawsze wystarczały. Zegary wciąż ze sobą gadały. O czym? Sen czasem przynosił odpowiedź, szkoda, że w świetle dnia niezbyt zrozumiałą. Na przykład ten ostatni, w którym zdała sobie sprawę, że znajduje się w brzuchu zegara, że cały świat tam istnieje, nie na zewnątrz, lecz w środku. Strażnik, który zwykle siedział w małym zielonym domu, wyszedł, spojrzał na Mariannę i powiedział:

– Przynieś mi Pierwszą zegarową opowieść, wtedy cię wypuszczę.

– Skąd ja ją wezmę?

– Nic mnie to nie obchodzi. Jeśli chcesz wyjść, musisz mi ją pokazać.

– Czy jest jakiś świat poza zegarem?

– Przynieś, to się przekonasz.

Mariannę ogarnął lęk na myśl o nieznanej przestrzeni. Chciała wiedzieć więcej, lecz strażnik nie chciał rozmawiać. Zostawił ją z pytaniami: czym jest Pierwsza opowieść i czy warto jej szukać. Może lepiej pogodzić się z życiem w brzuchu zegara?

Biblioteka

Biblioteka, ta w centrum miasta, należała do rodziny Marianny. Kiedyś prowadziła ją babka, potem matka, wreszcie odziedziczyła ją starsza o dziesięć lat siostra. Marianna często tu przychodziła, bo tylko wśród książek potrafiła zignorować szepty zegara. Tu odzyskiwała spokój. Jednak tego dnia nie potrafiła zebrać myśli. Dziwny sen nie dawał jej spokoju.

– O co chodzi z Pierwszą opowieścią? – wydawało się, że pytanie drąży w głowie Marianny coraz większe dziury.

– Jej tutaj nie ma. Znajdziesz ją w starej dzielnicy. Głos nieznajomego wyrwał Mariannę z myślowego kołowrotka. Mężczyzna miał długie siwe włosy, czarny kapelusz i czarne okulary. Wyglądał jak bezdomny ślepiec. Skąd się tu wziął i dlaczego?

– Idź, nie trać czasu. Na zewnątrz jest pięknie.

Gdzie? O czym on gada? Tych pytań Marianna nie zdążyła zadać. Drzwi się otworzyły i do środka wpadł wiatr. Książki na półkach się poprzewracały, dziwny nieznajomy gdzieś zniknął.

Stara dzielnica

Starą dzielnicę otaczała aura tajemnicy. Nikt nie wiedział, co tam się dzieje, ale wszyscy mieli pewność, że nic dobrego.

– Żebyś mi tam nie chodziła – powtarzała matka Marianny.

– Idź, niech cię zjedzą dzikie zegary – życzyła Mariannie siostra.

Babcia snuła historie o duchach. Ojciec chował się za gazetą. Teraz po latach Marianna wciąż bała się nieznanej okolicy, więc wolała udawać sama przed sobą, że w bibliotece nikogo nie widziała, nie odzywał się do niej żaden starzec w ciemnych okularach. W ogóle zegarowa opowieść nie istniała. To był tylko głupi sen, nic więcej.

– Jesteś tego pewna? – pytanie zadał wiszący na ścianie zegar, a jego metaliczny głos sprawił, że Marianna zamarła.

– To już tak ze mną źle, że słyszę mówiące do mnie zegary? – pomyślała, bo na głos nie potrafiła wyrazić tego pytania.

– Przewodnik sprawił, że nas słyszysz.

– Co, jaki przewodnik?

– Starzec w ciemnych okularach. Dotknął cię swoim wzrokiem i to wystarczyło.

Rozmowa toczyła się w myślach, więc było gorzej niż Marianna sądziła. Mimo to ciągnęła dalej:

– W jaki sposób mnie dotknął? Przez okulary?

– Teraz to nieważne. Musisz iść do starej dzielnicy, ratować nasz świat przed zagładą.

– Niby dlaczego ja mam go ratować? Nie ma nikogo innego?

– Nie mnie pytaj. Strażnik cię wybrał, nie ja.

Marianna chciała jeszcze coś powiedzieć, ale nagle słów jej zabrakło. Czyżby przegadał ją zwykły zegar? Czy naprawdę musi iść do starej dzielnicy, żeby mieć święty spokój? Nie pozostało nic innego tylko ubrać się i ruszyć w nieznane.

Nieznane

Nieznane miało postać dużej, prawie pustej przestrzeni. Prawie, bo w centrum znajdowała się głowa klauna i mały cyrkowy namiot. Marianna przypomniała sobie, że widziała głowę w jednym ze swoich snów. Szkoda, że nie pamiętała szczegółów. Może wiedziałaby, jak się zachować. Czy wejść do namiotu? Czy porozmawiać z głową? To drugie wydawało się tylko trochę straszne. Tutaj wszystko się takie wydawało. Brak tykających w tle zegarów sprawiał, że lżej się oddychało. Ale czy na pewno nie było tutaj żadnych zegarów? Jakby w odpowiedzi na to pytanie z namiotu wyszła kobieta w długim czarnym płaszczu.

– Co tutaj robisz? – w jej głosie słychać było gniew. – Jeśli szukasz opowieści, wróć tam, skąd przyszłaś.

Kim była ta kobieta? Dlaczego tak się złościła?

– Słyszałaś, co ci powiedziałam. Wynoś się stąd.

Nieznajoma wyciągnęła coś z kieszeni płaszcza i rzuciła tym w Mariannę. Coś rozwinęło się w chmurę dzikich zegarów.

Dzikie zegary

Dzikie zegary budziły w ludziach złożone emocje, złożone głównie ze strachu. Tylko niektórzy, przeważnie szaleńcy na myśl o nich, czuli ekscytację. Marianna nie czuła nic albo prawie nic. Żadnych zegarów nie lubiła. Nie miało znaczenia, czy były dzikie, czy oswojone. Gdy wyleciały z kieszeni nieznajomej, stała jak porażona prądem.

– Dlaczego nie uciekasz? – złościła się nieznajoma.

– Nie potrafię – gdyby mogła, tak właśnie by odpowiedziała. Ale nie mogła. Olbrzymia łapa strachu trzymała ją za gardło.

Zegary zbliżały się zbyt szybko. Okrążyły Mariannę dwa razy, a potem zwyczajnie odleciały.

Lustro

Lustro chowało się pod namiotem. Pod bordową kotarą spokojnie czekało na swoje kolejne ofiary, na tych, którzy przeszli przez barierę zegarów i którzy chcieli iść dalej. Nie było ich dużo, ale lustro się tym nie przejmowało. Ważne, że byli, że docierali do lustra. Ono nigdy zbyt długo nie głodowało. Zawsze znaleźli się jacyś szukający przygód szaleńcy. Lustro pilnowało ukrytych pod nim zegarowych opowieści, a lustra pilnowała Zyta, kobieta w długim czarnym płaszczu. Zyta wiedziała, że każdy kto spojrzy w lustro umrze lub straci pamięć. Dlatego nie patrzyła w lustro. Dlatego nosiła czarne okulary.

– Szybko pójdzie – myślała, wprowadzając Mariannę do namiotu.

Ale nie poszło szybko. Marianna zamiast usiąść i wypić herbatę, stała i patrzyła na parasol. Błękitny w czerwone róże, taki, jaki zawsze chciała mieć i nigdy nie miała. Stał przy wejściu, jakby szykował się na spacer, koniecznie długi i pełen deszczu. Czy wiedział, że na zewnątrz od dawna było sucho?

– Nie napijesz się herbaty? – nalegała Zyta.

Dlaczego jej tak bardzo na tym zależało? Marianna pogłaskała parasol i nagle wszystko stało się jasne. Chwyciła parasol i uderzyła nim w przedmiot zasłonięty bordową kotarą. Rozległ się trzask pękającego lustra. Chwilę potem objawiła się czeluść, wielka dziura, do której wpadła zasłona i kawałki lustra.

Czeluść

Marianna też by wpadła do czeluści, gdyby parasol nie zagrodził jej drogi. Pilnował jej? Był jej aniołem stróżem? Czy takie anioły w ogóle istniały? Zyta na pewno do nich nie należała. Wpatrywała się w dziurę, jakby otworzyły się przed nią bramy piekła. Marianna czuła, że nie wróży to nic dobrego i naprawdę nic nie wróżyło. Z uprzejmej gospodyni nie zostało ani śladu. Szklanka z herbatą i czajnik prawie wylądowywały na głowie Marianny. Parasol znów ją uratował. Gdy Zyta się zbliżyła, popchnął ją tak, że wpadła do czeluści. Jej krzyk długo rozlegał się w przestrzeni wielkiej dziury.

– I co teraz? – spytała Marianna, jakby parasol potrafił coś powiedzieć.

Narrator zresztą też nie umiał. Gdyby umiał, czy Marianna by go usłyszała?

P. S. Na moje pytanie, co dalej, Narrator też nie odpowiedział.

Autorem obrazu w tle jest Xan Padron

5 1 głos
Ocena
Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
Najnowsze
Najstarsze
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x
Przegląd prywatności
LubiSlowa.pl

Korzystam z plików cookies, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o plikach cookies są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

Ściśle niezbędne ciasteczka

Niezbędne pliki cookies powinny być zawsze włączone, abym mógł zapisać Twoje preferencje dotyczące ustawień ciasteczek.

Ciasteczka stron trzecich

Korzystam z Google Analytics do gromadzenia anonimowych informacji, tj. liczba odwiedzających i najpopularniejsze podstrony witryny.

Włączenie tego pliku cookies pomaga ulepszyć stronę internetową.