Mogłoby się wydarzyć w Sensbezsensie, w miejscu za granicą życia i śmierci, ale czy tylko tam? Obawiam się, że w naszej przyszłości też staje się coraz bardziej prawdopodobne. Co takiego? Gdzie o tym słyszałam, gdzie to widziałam?

Ja i Narrator
Ja i Narrator czasem sobie siedzimy i oglądamy: jakiś film, program, serial.
– Ty oglądasz, ja tu tylko sprzątam – śmieje się Narrator.
– Raczej jesz ciastka albo inne słodycze – również się śmieję.
– Zdarza się, że sam muszę je sobie kupić.
– Ciekawe, co by się stało, gdybyś nagle zniknął nie w szafie, ale w wirtualnym świecie?
– Ja, Narrator nigdy nie zniknę. Nie ma takiej opcji.
– Co gdyby była?
Opcja znikania
W przyszłości ta i inne opcje stają się dostępne dzięki implantowi, który znajduje się w ludzkim ciele. Nie wiem, czy są jeszcze tacy bez tego technologicznego gadżetu. Serial ( nazwa pojawi się później ) o nich nie wspomina.
– Może kryją się na pustyni – dopowiada Narrator, a ja sobie wyobrażam strażników tropiących nieposłusznych obywateli. Wyglądają jak ludzie, ale ludźmi nie są. Czy to oni wymyślili implanty? Czy wykonują rozkazy?
– Są jak te psy z odcinka Twardogłowy – wtrąca Narrator.
– Pamiętasz, mieliśmy nie wymieniać tytułów – przypominam.
– Ty miałaś. Ja robię, co mi się podoba. Narrator robi obrażoną minę. Udaję, że tego nie widzę i wracam do głównej treści czyli ludzi z implantami. Podobno są tacy, którzy chcieliby mieć implant w ręce i nim płacić w markecie za zakupy. Ciekawe, co by powiedzieli, gdyby ktoś im zablokował widzenie. Cieszyliby się? Bohater raczej się nie cieszy, gdy zamiast swojej ukochanej, widzi białą plamę, zamiast dziecka też to widzi. Jak do tego doszło? Nie, o tym to ja nie będę mówić. Narrator by powiedział, ale nadal siedzi z obrażoną miną. Przechodzę więc do kolejnej zalety i wady technologii z przyszłości. Greta, jedna z bohaterek tego odcinka decyduje się na zamknięcie kopii swojego mózgu w urządzeniu, które kształtem przypomina jajko. Kopia czuje się nie jak kod, program, coś sztucznego, lecz jak prawdziwa Greta. Brzmi strasznie, prawda? Spoglądam na Narratora, który w tej samej chwili odwraca głowę w stronę okna. Dobrze, w takim razie, opowiem o cyfrowym raju.
Cyfrowy raj
Do takiego raju przenoszą się mieszkańcy domu opieki. Odwiedzają raj raz w tygodniu za pomocą przyczepionego do skroni urządzenia, czegoś, co wygląda jak klips lub mała słuchawka bezprzewodowa. Raj znajduje się gdzieś w ciepłym miejscu nad morzem. Tutaj wszyscy przyjmują postać młodych, sprawnych, lubiących zabawy. Chodzą na dyskoteki i jeżdżą autami. Jedna z bohaterek jest już zdecydowana na ostateczne przejście. Druga chciałaby umrzeć w sposób naturalny. Na początku tak by chciała, bo potem ma już pewne wątpliwości. Jaką podejmie decyzję i dlaczego? To pytanie zostawię bez odpowiedzi. Nie piszę przecież streszczenia, tylko luźną refleksję.
– Raczej luźne nudziarstwo – dogryza mi Narrator.
– A ty co byś wybrał naturalne odejście w nieznane, czy pobyt w sztucznym raju? I co by było, gdyby kiedyś maszyny obsługujące raj się zepsuły?
Narrator wzrusza ramionami.
– Za dużo pytań zadajesz – mówi i kieruje się w stronę szafy czyli tam, skąd przyszedł. Dopiero teraz widzę, że pierniki, które postawiłam na stole, już się skończyły i dlatego zebrał się i poszedł sobie.
P. S. Chyba bym nie chciała raju z autami i dyskoteką, ale dom nad morzem i biblioteka brzmi zachęcająco, chociaż czy na pewno warto zamykać się w sztucznej rzeczywistości?
Czas na tytuły: serial Czarne lustro, odcinek specjalny Białe święta; San Junipero odcinek 4, sezon 3.
Autorem obrazu w tle jest Tommy Ingberg


