Za górami, za lasami, w jedynym w tej okolicy zamku żyli sobie król, królowa i ich córka Lukrecja, a w lesie otaczającym zamek stało jedno magiczne krzesło. Uwaga, to będzie krótka i nudna bajka o liczbie jeden.

Zaczęło się
Zaczęło się od plotki, całkiem niewinnej. Ktoś komuś powiedział, że w lesie stoi krzesło spełniające życzenia. Ludzie na początku się śmiali, a potem znikali w gąszczu leśnym. Gdy plotka dotarła do króla Lucjana I, większość jego podanych odeszła do lasu. Nikt nie wiedział, czy jeszcze wrócą.
– Gdzie podział się mój kamerdyner? – złościł się król przy pustym stole w jadalni.
– Gdzie moja pokojówka? – krzyczała królowa z drugiej strony stołu.
Lukrecja też chciała coś powiedzieć, ale zanim otworzyła usta, w drzwiach stanęła Lawenda, siostra króla.
– Trzeba las zamknąć – oświadczyła władczym głosem.
– Dlaczego, co się dzieje? – krzyknęli król, królowa i ich córka.
– Jak zwykle nic nie wiecie! Lawenda uderzyła pięścią w stół.
– Za to ty wiesz wszystko. Król tupnął nogą. Królowa i Lukrecja patrzyły na to w milczeniu. Lawenda westchnęła i usiadła na krześle.
Gdzieś
Gdzieś w głębi lasu na polanie przed domem złego czarodzieja Lotara stało krzesło. Lotar sam je tam postawił. W ciągu dnia patrzył na nie przez okno i zacierał ręce z radości na myśl o rodzinie królewskiej, która tu się za chwilę pojawi. W nocy zanurzał się w sennych marzeniach. Na różne sposoby zabijał króla, królową, ich córkę, a potem siadał na tronie i rządził. Ta ostatnia część zawsze najbardziej mu się podobała.
– Dlaczego jeszcze ich tu nie ma? – pytał swoje magiczne Lustro z samego rana.
– Plotka do nich nie dotarła – odpowiadało Lustro.
– A kiedy dotrze? Kiedy mam się ich spodziewać?
– W swoim czasie.
– Kiedy? – Lotar wrzeszczał.
Lustro nie odpowiadało. I tak mijał dzień za dniem, a oczekiwanych gości nie było.
Na drodze
Na drodze, którą szli król i jego bliscy zmrok zamieniał się w ciemność.
– Wracajmy, po ciemku niczego nie znajdziemy – zdecydował król.
Nikt się nie sprzeciwił. Chcieli wrócić, zjeść kolację, położyć się spać, zapomnieć o cudownym krześle, ale ciemność nie pozwoliła im ruszyć się z miejsca. Pomieszała myśli, kierunki, sen i jawę.
– To tutaj było? Lawenda pokazała obraz, który stał na środku drogi.
– Nasze krzesło – krzyknęła Lukrecja.
– Tak się świeci, jakby chciało, żebyśmy weszli do środka – zauważył król.
Królowa nic nie powiedziała, tylko przekroczyła magiczną linię dzielącą obraz od rzeczywistości. Za postacią z obrazu zeszła na dół po drabinie w głąb krzesła. Widząc to, narrator zdał sobie sprawę, że nie opisał treści obrazu. Tam stało krzesło, a w nim znajdował się otwór i drabina. Całość promieniowała zachęcającym blaskiem. Rodzina królewska uległa czarom i zniknęła we wnętrzu krzesła. Królestwo zostało bez króla i bez podanych. Ci też gdzieś znikli. Został tylko czarodziej i jego krzesło, które jak się okazało, nie było tym jednym, magicznym krzesłem, a zwyczajnym starym siedziskiem.
Epilog
Gdy czarodziej zorientował się, że wszyscy znikli, najpierw się ucieszył, potem zmartwił.
– Co ja teraz zrobię? Nie mam poddanych. Nic nie mam – jęczał przed swoim Lustrem.
– Masz dom, krzesło i mnie, twoje Lustro.
– Ale ludzi nie ma, nie rozumiesz!
– Wrócą.
– Kiedy?
– W swoim czasie.
W odpowiedzi na ostatnie słowa Lotar rozbił Lustro.
P. S. Narrator nie chciał przedstawić płynącego z bajki morału. Powiedział, że może innym razem i oddalił się w nieznanym mi kierunku.
Autorem obrazu w tle jest Angela Ooghe.


