Czym są, a czym nie są? Kto przez nie przechodzi? Co widzi przed i co spotyka za zakrętem? Czy da się żyć z zakrętami?

Cyrk
Raz w roku, gdy do miasta przyjeżdżał cyrk, matka zakładała czerwoną sukienkę, czarne buty, czerwony kapelusz.
– Idziemy Stefan – łapała go za rękę i wyciągała z domu.
– Do cyrku? – pytał z nadzieją w głosie.
– Nie, do kościoła.
– Ale ja nie chcę do kościoła – chciał krzyknąć, ale nie mógł wydobyć z siebie głosu. Głowa poszybowała gdzieś wysoko. Ciało posłusznie szło z matką. Coś w nim zauważało zmiany. Coś samo do siebie mówiło: będzie dobrze. Dom, z którego wyszli on i matka, stał się namiotem cyrkowym, twarz matki maską klauna, jej kapelusz papierowym statkiem. Głowa Stefana wisiała na sznurku jak balon. Co by się stało, gdyby ktoś przeciął sznurek? Czy wtedy wróciłby właściwy, prawdziwy świat? I czy na pewno tamten świat był prawdziwy, a ten tu i teraz to fałsz, urojenie, sen na jawie? Pytania się tłoczyły, chociaż głowa bujała się na wietrze. Przecież z taką głową nie dało się myśleć, ale myślał, coś myślało.
Zanim dotarli do kościoła, na drodze pojawiła się ona, pomarańczowa kobieta. Wydawało się, że kolor wylewa się z niej, osadza na skórze, włosach, ubraniu i tworzy wokół kałuże, rzekę, ocean pomarańczy.
– Witaj na pomarańczowym zakręcie. – powiedziała, nie poruszając ustami.
– Gdzie? – on też nie mówił w normalny sposób.
– To takie miejsce poza zwykłym światem. Tylko pomarańczowi tutaj trafiają.
– Pomarańczowi? Nie rozumiał.
– Może kiedyś ci to wytłumaczę.
– Dlaczego tu jestem? Czego chcesz ode mnie? Czuł jak rośnie w nim złość na przekręcony, pomarańczowy świat.
– Spokojnie, dowiesz się wszystkiego w swoim czasie.
– A co z moją matką? Dopiero teraz zauważył, że jej nie było, Czy nie weszła razem z nim do pomarańczowego świata?
– Poszła do kościoła.
– Beze mnie?
– Ty przecież nie chciałeś tam iść.
Nadal mówili w swoich głowach, ale czy na pewno w głowach, przecież on już nie miał głowy, tylko balon. Gdy o tym pomyślał, nagle zdał sobie sprawę, że wie jak wrócić do zwykłego świata. Wie, bo już kiedyś to przeżył. Rok temu cyrk też się pojawił i matka wyjęła z szafy sukienkę i za rok znów zdarzy się to samo. Za każdym razem na ich drodze stanie pomarańczowa kobieta. Czy da się przerwać ten wciąż powtarzający się ciąg zdarzeń? Czy da się wyjść z zamkniętego kręgu? Nie wiedział. Z kieszeni wyjął nóż, podszedł do kobiety i wbił go w jej serce. Znikła, a razem z nią wszystko, co było dziwne, ale czy na pewno wszystko?

Lustro
Lustro Alicja dostała na swoje osiemnaste urodziny od ciotki Feli.
– Jesteś już dorosła. Przed tobą wiele lat życia. Ja niedługo umrę, więc daję ci to lustro, które kiedyś dała mi moja matka. Miałam je dać swojej córce, ale nie mam córki. Mam jednak ciebie. Teraz dostajesz lustro, wkrótce dostaniesz moje mieszkanie.
Alicja nie bardzo wiedziała, co powiedzieć. Żadne słowo nie chciało jej przejść przez gardło. Czy to dlatego, że nie lubiła ciotki i tak naprawdę niczego od niej nie chciała? Czy może z powodu fobii społecznej?
– Po co mi lustro? – myślała, gdy już ciotka sobie poszła. – Nie jestem przecież Alicją z Krainy Czarów.
Zaraz potem zaczęły się koszmary. Alicja widziała siebie jako kobietę w długiej, szerokiej sukni, która patrzy w lustro i widzi, że gdzieś znikła jej głowa. Z tego snu Alicja budziła się przerażona.
– Wyniosę lustro i odzyskam spokój – postanowiła. Jak postanowiła tak zrobiła. Wsadziła lustro do piwnicy. Tam zwykle lądowały wszystkie niechciane rzeczy. Rzeczy, których nie wypada wyrzucić, bo kiedyś były prezentami.
Niestety sny trwały dalej. Alicja-inna kobieta już nie patrzyła w lustro. Siedziała przy stole w kuchni, a pod stołem leżała jej głowa.
– I co teraz? – pomyślała i zdziwiła się, że tak dobrze jej się myśli mimo braku głowy.
W odpowiedzi ktoś zadzwonił do drzwi. Na progu stała pomarańczowa kobieta.
– Witaj na pomarańczowym zakręcie – powiedziała.
– Kim pani jest? – chciała zapytać Alicja, lecz zabrakło jej odwagi. Pozwoliła nieznajomej wejść do środka. Pozwoliła jej podejść do stołu i dopiero, gdy ta się pochyliła i wzięła głowę, coś w niej krzyknęło. Podeszła do szuflady, wyjęła nóż i przecięła nim gardło nieznajomej. Tak skończył się sen Alicji. Tak skończyły się jej koszmary. Na razie się skończyły. W piwnicy wciąż leżało lustro. Leżało i czekało, aż świat znów stanie się pomarańczowy.
P. S. Czy pomarańczowe liście można uznać za część pomarańczowego świata? Czy gdzieś za nimi kryje się pomarańczowa kobieta? Pytania zadał narrator, a ja autorka nie znałam odpowiedzi.
Autorem obrazu w tle jest Beth Conklin


