Ten tytuł brzmi bez sensu. Tak by powiedział Narrator, gdyby zapytać go, co sądzi o tytule. Ale po co pytać, gdy się już wie, jaka padnie odpowiedź? Poza tym Narrator sobie poszedł. Puste miejsce zajmują jej słowa. Czyje słowa? Jakie słowa? Czy warto zajrzeć do środka?

Drzewo
Wokół drzewa zbierają się słowa
proste, kręcone, pełne, puste
telewizory zwisają z nieba
wrony coś mówią
sama już nie wiem
co, gdzie, kiedy
nie należę do tej przestrzeni
za oknem mija zima
zwyczajna, nie sroga.

Krzesło
Czasem myśli zbyt ciężkie
siadają na krześle
umysł się zamyka
nic nie widać
nic nie słychać
kurz krzesło przykrywa.

Klucz
Każdy swój klucz dźwiga
gdzie, po co, do czego
w szkole nikt tego nie uczy.

Kapelusze
dzisiaj nic nie muszę
patrzę, jak kapelusze
lecą do nieba.
P. S. Podmiota i Narrator nigdy nic nie muszą. Przychodzą, kiedy chcą i odchodzą, kiedy im się podoba.
Autorem obrazu w tle jest Sarolta Ban.



Nie zwalniasz tempa pomimo lat, gratulacje! 🙂