Notes.

Przytłoczony ilością myśli i słów postanowił założyć blog. Tutaj wyrzuci z siebie wszystkie śmieci. I może wreszcie dotrze do nicości lub zwyczajnego, świętego spokoju. Przekona ducha Ludwika, by sobie poszedł, a matkę by przestała dzwonić.

Autor obrazu: Pablo Picasso.

Eugenia i Stanisława.

Już nie z ławki przed blokiem, lecz z okien swoich mieszkań obserwują ulicę. Eugenia z trzeciego piętra, Stanisława z drugiego. Czasem mijają się w drodze po zakupy i wtedy Eugenia zwykle mruczy pod nosem: idiotka. Stanisława z kolei odwraca głowę w drugą stronę jakby sam widok niedawnej bliskiej koleżanki przyprawiał ją o mdłości. Rozdzieliła je panująca na świecie choroba albo raczej poglądy na chorobę. Eugenia pod wpływem swojego bratanka zaczęła kwestionować wprowadzone dla dobra wszystkich zasady. Stanisława krytykowała, śmiała się, milczała za każdym razem poprawiając sobie maseczkę na twarzy, gdy tymczasem Eugenia zsuwała swoją coraz bardziej, aż w końcu ją zdjęła.

– Nie boisz się mandatu?

– A widzisz tu jakiegoś policjanta lub ochronę? Poza tym noszenie masek narusza nasze prawa konstytucyjne.

– Bratanek ci powiedział? Ciekawe, że ja nigdy go nie widziałam. Ani jego ani twojego brata.

– Ja twoich bliskich też nie widziałam i co z tego?

Zła cisza zapadła między nimi, a jak już zapadła, nie chciała się podnieść. Tylko Stanisława się podniosła i odeszła.

Janek-Janka.

Gdyby słowa można było zredukować do jednego i nigdzie do nikogo się nie odzywać. On, Janek-Janka chętnie zostałby promotorem jednego wyrazu, zatopił się w ciszy, kosmicznej próżni, nicości bez granic. Jednak na razie musi żyć z tym, co jest. Pokornie głosić ewangelię swojego życia, uświadamiać nieświadomych, docierać z kagankiem oświaty do ciemnego ludu.

– Nikt nie chce ciebie ani twoich słów – odzywa się duch Ludwik jak zwykle niepytany o zdanie.

Janek-Janka wkłada do uszu stopery, ale i tak dociera do niego głos ducha.

– I dlaczego piszesz na blogu, zamiast w swoim zeszycie?

– Bo bazgrzę jak kura pazurem i bym siebie nie odczytał.

– To pisz w telefonie w aplikacji do notatek.

– Zamknij się.

Janek-Janka po raz kolejny próbuje skupić się na swoim blogu. Co by tu napisać na początek? O duchu Ludwiku? O swojej filozofii życia i dążeniu do nicości?

– Napisz o naszych sąsiadkach. Pokłóciły się niedawno.

– Co?

– Nie dość, że głupia, to jeszcze głucha. Mówię o Eugenii i Stanisławie.

– Tych dwóch starych babach?

Janek-Janka chciałby, ale nie potrafi odciąć się od słów Ludwika. Bezwiednie zaczyna z nim rozmawiać.

– Skąd wiesz jak one mają na imię? Pytałeś?

– Słyszałem jak twoja matka z nimi gadała.

No, tak, matka. Ta wszędzie potrafi się wcisnąć. Napiszę manifest do matki i do Ludwika. Postanawia Janek-Janka.

Ja-narrator.

Nie podoba mi się milczenie Eugenii i Stanisławy. Zawsze tyle miały do powiedzenia, a teraz cisza. Losie, Lubisłowo, przyjdźcie tu zaraz i wygońcie ciszę. Gdzie wy jesteście, gdy was potrzebuję? Dlaczego się nie odzywacie? Naprawdę nie wiem, co robić. Jak popchnąć akcję do przodu?

– Akcja nie chce być popychana – odzywa się niewidzialny ktoś. Czyżby duch Ludwik do mnie zawędrował?

Matka.

Idzie powoli. Ciężka torba z zakupami sprawia, że nie może iść zbyt szybko. Zastanawia się, czy na pewno wszystko kupiła. Czy Janka w ogóle zauważy jej starania? Pewnie znowu będzie marudzić, zwłaszcza jeśli odezwie się do niej po imieniu. I pomyśleć, że kiedyś to była taka grzeczna dziewczynka. Potem nagle ubzdurała sobie, że jest facetem i żadne tłumaczenia do niej nie docierają. Aldona głośno wzdycha nad swoim życiem pokrzywdzonej przez los matki.

– Zaraz tu będzie twoja matka z zakupami – śmieje się duch Ludwik.

– Zawsze jak coś robię, to wszyscy mi przeszkadzają – złości się Janek-Janka.

– Pokaż jej swój manifest.

– Żeby o nim opowiadała w telewizji?

– E, szybciej poleci do emerytek.

– Gdyby tak wszystkie zamknąć byłby wreszcie święty spokój.

– Zadzwoń do sanepidu i powiedz, że są zarażone.

– Wiesz, że to jakiś pomysł. Janek-Janka się uśmiecha.

– Tylko, że mi nie uwierzą, bo mam etykietkę chorego psychicznie.

Rozmowę przerywa dzwonek do drzwi. Matka przyszła.

Ja-narrator.

Męczą mnie moi bohaterowie. Chodzą, gdzie chcą. Robią co im się podoba.

– I gadają bzdury – znów ten sam głos.

– Ludwiku, to ty?

– A jak myślisz?

Nie widać, lecz słychać. Na pewno Ludwik.

– Mam pewien pomysł jak pogodzić emerytki, ciekawa?

Pomysł.

Ludwik podrzuca pomysł Aldonie – matce Janka-Janki, gdy po raz kolejny zostaje grzecznie wyproszona z mieszkania przez swoją córkę.

– Zanieś ciastka Eugenii, a Stanisławie czekoladę. One się chociaż ucieszą, a Janka pożałuje, że ich nie wzięła. Eugenii powiesz, że to od Stanisławy, Stanisławie, że od Eugenii, prawda, że dobry pomysł?

Aldona przytakuje i ani przez chwilę nie zastanawia się nad źródłem, z którego pomysł wypłynął. Kilkanaście chwil później wszystkie trzy siedzą przy herbatce i ciastkach i obgadują Janka-Jankę. Znudzony narrator ucieka.

P. S. Nie da się ciągnąć historii bez narratora. Trzeba poczekać aż wróci i dokończy, co zaczął. Chyba, że ktoś z Was zna lepsze rozwiązanie.

Autorem obrazu w tle jest Rosemin Hendriks.

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
8 komentarzy
Newest
Oldest
Inline Feedbacks
View all comments
Gratiana
16 listopada 2020 17:29

Fajnie, że się panie pogodziły. A Janek-Janka biedny. Minęła ją/jego przyjemność jedzenia smakołyków. Zwyczajność czy potrafi być w literaturze atrakcyjna ? Tam same księżniczki i książęta czyściutcy. Intrygujące dostrzec i pisać o zwyczajnym dniu 🙂

14 listopada 2020 08:34

Zdanie o złej ciszy i mnie się spodobało! Taka perełka literacka, która olśniła tekst swym blaskiem. Na początku trochę zasmucił mnie fakt, że emerytki przestały ze sobą rozmawiać, ale na szczęście udało się je pogodzić. Uwielbiam ich rozmowy i sposób, w jaki o nich piszesz. To moje ulubione bohaterki. Ściskam i pisz dalej, Aniu!

12 listopada 2020 19:59

Aniu, podoba mi się jak piszesz o zwykłych ludziach i ich zamknięciach, otwarciach, nawykach, uczuciach. I podoba mi się to zdanie: „Zła cisza zapadła między nimi, a jak już zapadła, nie chciała się podnieść.” Pozdrawiam, Olga

12 listopada 2020 19:33

Na pewno ktoś czyta to co pisze Janek-Janka.
Narrator wróci jak odpocznie.

8
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x