Zieloni, niebiescy i zły czarodziej.

Zieloni, niebiescy i zły czarodziej.

Za górami, za lasami, w innej przestrzeni żyli sobie zieloni i niebiescy. Istoty podobne do ludzi i jednocześnie inne. W końcu to była inna przestrzeń.( Narrator zauważa, że powtarzanie słowa inny sprawia, że Seo mruga do niego zielonym światłem, ale przecież nie o tym ta opowieść, tylko o istotach, których skóra lśniła w słońcu na zielono i niebiesko). Powinni kłócić się z sobą z powodu swoich kolorów, lecz żyli w zgodzie. Panowała wśród nich radość i szczęście. Do czasu, gdy w okolicy pojawił się zły czarodziej.

Autor obrazu: Leszek Kostuj

Zły czarodziej.

Na początku nie był wcale taki zły, tylko zwyczajny i owa zwyczajność bardzo mu ciążyła jak wielki garb na plecach. Chcesz się wyprostować, lecz narośl na grzbiecie ci przeszkadza.

– Oddałbym wszystko, żeby stać się mniej zwyczajnym, a najlepiej niezwykłym – powtarzał codziennie mały, niezadowolony chłopiec i w końcu zła moc go usłyszała.

– Duszę też byś oddał? – zapytała.

– Dusza nie istnieje, więc czemu nie.

I tak mały Elek z dnia na dzień przestał być mały i dobry. Jednak dopiero, gdy urósł, wszyscy zrozumieli, że to zły czarodziej.

Niebiescy i zieloni.

Niczego się nie bali, nawet śmierci. Wiedzieli, że życie skończy się w swoim, właściwym dla siebie czasie. Po życiu nastąpi przerwa i kolejne życie albo pójdą do nieba. A może zwyczajnie przestaną istnieć i nic, czym teraz się zajmują, nie będzie już ważne. Nawet ta ostatnia, straszna wydawałoby się perspektywa, ani trochę ich nie przerażała. Czarodziej zgrzytał zębami ze złości, gdy zobaczył jak bardzo te istoty są szczęśliwe. Zdecydowanie za bardzo.

– Coś trzeba zrobić, żeby przestali się uśmiechać i żeby stracili do siebie zaufanie, tylko co? – rozmyślał.

Wiosna.

Tego roku wiosna nie przyszła. Zamiast niej na drodze pojawiła się czarna postać, która wkrótce okazała się ubranym na czarno, wysokim mężczyzną. Skóra obcego nie miała ani zielonego ani niebieskiego koloru. Swoją barwą trochę przypominała mąkę. Mimo to zieloni i niebiescy przyjęli go z typową dla siebie radosną akceptacją. Dali mu miejsce do spania i poczęstowali śniadaniem, obiadem, kolacją. Nieznajomy przedstawił się jako Eligiusz czarodziej i obiecał, że przywoła wiosnę. I przywołał. Niestety razem z nią motyle szaleństwa. Każdy na którym usiadły, prędzej czy później tracił radość. Niebiescy i zieloni powoli zapadali się w sobie ze smutku. Poproszony o radę czarodziej, przygotował dla nich specjalny sok na smutki.

– Ten sok sprawi, że wróci normalność. Bierzcie, pijcie i bądźcie zdrowi – krzyczał czarodziej z ekranów podającego najnowsze wiadomości kwiatozora, odbiornika, który podobnie jak sok został wyczarowany i przed którym siedziało wielu pozbawionych sensu życia niebieskich i zielonych.

– Pamiętajcie jednak, żeby się nie zbliżać do innych, zwłaszcza tych, którzy jeszcze nie wypili soku. Bliskie kontakty z innymi grożą dalszym, jeszcze większym smutkiem.

Większość niebieskich i zielonych uwierzyła czarodziejowi i choć z natury byli bardzo towarzyscy zrezygnowali z bliskich kontaktów z innymi. Znaleźli się jednak tacy, którzy zaczęli wątpić w słowa Eligiusza.

Wyjątki.

Światy zwykle opierają się na pewnych zasadach. Zdarzają się jednak wyjątki. Motyle nie każdego zarażały smutkiem. Ci, których nie zaraziły, przez czarodzieja nazwani bezobjawowymi nosicielami, domyślili się, że Eligiusz sprowadził zło do ich świata i koniecznie trzeba się go pozbyć. Tyle, że pozbycie się czarodzieja wcale nie należało do łatwych zadań. Nawet mądra wróżka Pelagia nie potrafiła pomóc. Leśny mędrzec też nie umiał. Niebiescy i zieloni nikogo nie mogli znaleźć i niczego. Myśleli i myśleli aż wreszcie z tego myślenia stworzyli duży kamień. Kamień popchnęli w stronę czarodzieja, a ten gdy go zobaczył uciekł, gdzie pieprz rośnie, zabierając z sobą wszystko, co sprowadził do krainy zielonych i niebieskich.

Koniec.

Narrator zauważa, że na końcu pojawiło się zbyt dużo łyżek cukru. Ale to przecież bajka, broni swojej wersji autorka. Bohaterowie milczą szczęśliwi, że pozbyli się złego czarodzieja. Czy nie powinien się pojawić jakiś morał? Owszem. Może: nie wierz w to, co podają ci w kwiatozorni. W ogóle po co ci ten odbiornik? Dlaczego czarodziej go zostawił? Czy po to, żeby przekazywał dobre, zielono-niebieskie wieści, czy po to, żeby pomógł czarodziejowi wrócić do krainy niebieskich i zielonych? Nieważne. Myśl samodzielnie. Sam staraj się wyciągać wnioski. Nie wypijaj soku, jeśli taki się pojawi, bo soki robią czarodzieje dla swojej, nie twojej korzyści. Czy coś jeszcze? Nie, chyba tyle wystarczy.

P. S. Podobała Wam się bajka o zielonych i niebieskich? Macie swoich ulubionych czarodziei? Czekacie aż przywrócą dla Was ład, porządek i sprowadzą wiosnę?

Autorem obrazu w tle jest Leszek Kostuj.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
4 komentarzy
Newest
Oldest
Inline Feedbacks
View all comments
Gratiana
24 kwietnia 2021 10:12

Podobno nie może być ciągle pięknie, miło i przyjemnie. Przeprowadzono kiedyś ciekawy eksperyment na szczurach. Ludzie lubią eksperymentować, by sprawdzić słuszność swoich teorii. A zwłaszcza na słabszych i bezbronnych (konieczny warunek) istotach naszej matki Ziemi. No więc stworzono idealne warunki do egzystencji dla tysiąca szczurów obojga płci. Zadbano o wszystko według ludzkich kryteriów. I w tej idealnej przestrzeni cała populacja szczęśliwa weszła na drogę destrukcji i wymarcia. We wnioskach po eksperymentalnych stwierdzono, że przyczyną tego było brak walki. Ale czy tak do końca słuszne to wnioski ? Ja tam nie wiem. Człowiek ginie, gdy sobie zda sprawę, że jest niewolnikiem, odrzuconym, pozbawionym miłości. Przedmówca w komentarzu zaznaczył, że każdy na swojej drodze spotyka kanalię czarodzieja pięknego duszą dla świata. I tu się przychylam w pełni do takiego zdania. I nie wiem skąd biorą się tacy czarodzieje. Ale bywają diablo niebezpieczni. Super tekst, a zwłaszcza przekaz. Dobrze, że spotykamy na swojej drodze fantastycznych ludzi, bo smutny byłby ten świat ludzki. Aniu cudownej wiosny, już powoli ją widać 🙂

Janusz N
22 kwietnia 2021 22:02

Chyba każdy na swej drodze nie raz i nie dwa spotykał podobnego czarodzieja/czarodziejkę. Najgorsze w nich jest to, że dla jednych okazali się (okazują) złymi, a dla innych wciąż pozostają świętoszkami. A jeszcze gorsze jest to, że ci inni o ich wrednych czarach nie wiedza lub nie chcą wiedzieć i podziwiają ich, i patrzą na nich jak nawiedzeni na na święte obrazki.

4
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x